Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Jaki mix energetyczny? Czyli taniec na Titanicu

Kategoria: Rynek energii

tagi: Polityka energetyczna Polski 

Mix energetyczny to dylemat rządzących polską gospodarką – z czego i jak oraz w jakim udziale produkować krajową energię elektryczną i cieplną?

Rządzący powinni pilnie podjąć decyzję o planowanym polskim mixie energetycznym, nawet jeśli decyzja będzie obarczona jakimś błędem. Nie należy poszukiwać dłużej mixu idealnego, bo takiego nie ma. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć wielu zmiennych na światowym rynku surowców energetycznych, a szczególnie zmian technologicznych. Dłużej nie można zwlekać.

Mix nie jest teorią tylko programem gospodarczym, bo będzie stanowił wytyczną do podejmowania decyzji w zakresie działań gospodarczych, w tym legislacyjnych i organizacyjnych będących podstawą jego realizacji. Mix powinien być elastyczny w kontekście tworzenia możliwości prawnych i systemowych pozwalających na rozwój różnych scenariuszy rynkowych rozwoju źródeł energii. Mix energetyczny to gordyjski węzeł, w którym splątują się kwestie bezpieczeństwa, środowiska i kosztów.

Mix zatem powinien przewidywać wszelkie technologie pozyskiwania energii oraz po części spełniać oczekiwania społeczne, ale tylko po części, bo nie należy się odrywać od realiów rynkowych, szczególnie przy światowej gospodarce globalnej.

Decyzja o mixie jest potrzebna, gdyż przedsiębiorcy muszą wiedzieć jak ustalić strategie działania swoich przedsiębiorstw działających w szczególności w branży energetycznej. A to zależy od mixu. Muszą wiedzieć, czy i jak bardzo mają się nastawiać na budowę i eksploatację OZE (i jakich), czy źródeł konwencjonalnych i jakich? Czy jest sens inwestować w kopalnie, czy raczej myśleć o schyłku górnictwa, a zatem o budowie gazociągów zasilających elektrownie (dotychczas węglowe) i odbiorców indywidualnych?

Czy zakładać dywersyfikację źródeł energii i rozwój sieci lokalnych, czy budowę dużych bloków energetycznych, w tym jądrowych nad morzem i budowę strategicznych sieci przesyłowych, szczególnie północ – południe?

A może będą to małe bloki jądrowe w skali 200 do 600 MW w układzie zdywersyfikowanym, co jest światową nowością?

A może będziemy energię (elektryczną) importować, gdy zbankrutują elektrownie dofinansowujące deficytowe kopalnie. To oznaczałoby z kolei potrzebę budowy połączeń transgranicznych. Jeśli założy się, że będziemy importować dużo gazu skroplonego lub sieciowego z Norwegii, to powinniśmy już planować budowę gazociągów przesyłowych i przeprojektować elektrownie z węgla na gaz no i mieć świadomość, że ceny energii wzrosną, bo będzie to gaz droższy od rosyjskiego, choć „bezpieczniejszy”.

A może należy założyć w mixie, że polskie kopalnie częściowo zbankrutują i zmniejszy się wydobycie, co jest wielce prawdopodobne i będziemy importować węgiel, bo jest tańszy niż polski i tańszy niż gaz, a to oznacza przebudowę pirsów węglowych w naszych portach, bo te są nastawione na eksport, a nie na import?

To jaki będzie kierunek rozwoju, muszą wiedzieć przedsiębiorcy branżowi jak Alstom, Rafako i inni. Muszą wiedzieć jakie mają na przyszłość produkować kotły i turbiny. Czy będą modernizować istniejące, a jest tego ok. 20 GW, czy wymieniać na nowe. Czy konstruować filtry wyłapujące pyły ze spalania węgla, czy zmienić ich produkcję na inne niezbędne przy spalaniu gazu.

Takich rzeczy nie tworzy się z dnia na dzień. Trzeba je planować z wyprzedzeniem. Jeśli nie będzie w najbliższym czasie rozstrzygnięć kierunkowych i rozpoczęcia konkretnych inwestycji w energetyce, to część przedsiębiorstw do tego czasu umrze śmiercią naturalną (przebranżowią się), bo obecnie w energetyce jest zastój inwestycyjny. Potem będziemy zależni od droższych przedsiębiorstw zagranicznych, bo odtworzenie własnego potencjału produkcyjnego nie jest łatwe i będzie trwało oraz kosztowało.    

Do realizacji planowanego mixu należy stworzyć stosowne narzędzia organizacyjno-prawne. Budowa elektrowni jądrowych, bez względu na to czy dużych, czy małych, będzie wymagać zmiany ustawy - Prawo atomowe, bo obecne ustawowe procedury uzyskania zgody na budowę elektrowni jądrowej mają harmonogram ok. 17 lat i to w przypadku, gdy nikt nie zaskarży decyzji (zgód) różnych organów, które uczestniczą w tym procesie. Na dziś jesteśmy w tej procedurze na samym początku. Debatujemy jaką lokalizację wybrać i od kogo kupić technologię oraz kto tę zabawę sfinansuje, więc elektrownia taka będzie najszybciej za 25 lat.

Jeśli chcemy postawić w mixie na realizację odnawialnych źródeł energii, to należy zmienić przepisy ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym i inne przepisy ograniczające możliwości lokalizacji OZE, w tym niedopuszczające OZE powyżej 100 kW w planach miejscowych, jeśli studium gminy na to nie pozwala, a w większości gmin nie pozwala. A taka zmiana studium trwa od roku do trzech lat.

Należy pamiętać, że realizując mix musimy spełniać wymogi Europejskiego Pakietu Energetycznego. Chodzi o poprawienie o 20% efektywności energetycznej, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 20% i wzrost udziału OZE do 20% w całej UE (a 15% w Polsce) oraz zwiększenie udziału biopaliw do 10% i redukcja zużycia energii pierwotnej o 13% do roku 2020, biorąc za bazę wyliczeń rok 2000. Jeśli tych warunków nie spełnimy będą wysokie kary, ale ich spełnienie też będzie kosztowne. Unia wymyśla też nowe warunki.

Komisja Europejska, głównie pod wpływem Niemiec i Francji, chce wyeliminować dotacje dla OZE. Jednocześnie chce stworzyć korzystne dla OZE warunki sprzedaży prądu dążąc do podniesienia jego ceny przez eliminację z rynku konkurencji produkującej prąd z węgla kamiennego. Narzucono bowiem trudne do spełnienia normy emisji CO2, nawet przez najnowocześniejsze bloki węglowe (550gCO2/kWh), a nierealne przy blokach modernizowanych.

Jednocześnie trzeba zauważyć, że Europa Zachodnia ma już wystarczająco dużo OZE w rozumieniu pakietu energetycznego (wiatraków i fotowoltaiki), które wybudowano dzięki dotacjom. Dlatego chcą teraz odstąpić od dotacji dla OZE. Skutkiem tych działań zmusza się inne kraje do kupowania drogiej energii z Niemiec nasyconej OZE oraz do likwidacji węglowego potencjału produkcyjnego oraz do przejścia na gaz z Rosji lub budowy OZE, czego nie da się zrobić bez dotacji. A tu zarobią Ci, co mają na sprzedaż technologie OZE, czyli Niemcy i ci co mają gaz, czyli Rosja popierana przez Niemców. Nie bez znaczenia jest też kwestia politycznych uzależnień od źródeł energetycznych.

KE chce przez ograniczenie limitów sprzedaży emisji doprowadzić też do wzrostu ceny pozwoleń na emisję. Obecnie ceny rynkowe pozwoleń na emisję CO2 wynoszą ok. 7 euro za tonę, co powoduje, że nie mają one wpływu na kształtowanie technologii produkcji prądu.

Nie ma w Unii skutecznych działań mogących istotnie podnieść ceny pozwoleń na emisję CO2. Ale ma to się zmienić przez tzw. Pakiet Zimowy.

Niskie ceny pozwoleń na emisje leżą w interesie największych gospodarek UE, bo wzrost ich cen obniżyłby ich konkurencyjność. Wzrost cen pozwoleń powoduje wzrost ceny prądu, a ta decyduje o konkurencyjności gospodarki. KE zamierza zmienić ten system w sposób wyżej opisany i proponuje tzw. Pakiet Zimowy.

Nazywa to „pakietem dla czystej energii”, czyli systemem wspierającym OZE, a niszczącym kopalnie węglowe przez utratę ich konkurencyjności.

Utrata konkurencyjności produkcji prądu w elektrowni na węgiel brunatny w stosunku do prądu z elektrowni na węgiel kamienny wymaga by pozwolenia na emisję CO2 kosztowały 15 euro/t, a z elektrowni na węgiel kamienny 20 euro/t, a z OZE 40 euro/t, a z elektrowni jądrowej 100 euro/t (według oceny prof. Władysława Mielczarskiego).

Generalnie myśląc o rozwoju źródeł energii należy uznać je w ustawie za cel publiczny, to ułatwi realizację wielu inwestycji, bo dziś bez planu miejscowego takiego przedsięwzięcia się nie zrealizuje, a niektóre gminy nie chcą elektrowni. Chcą być ekologiczni, ale chcą mieć prąd w gniazdkach.

Jeśli myślimy o zachowaniu strategicznej roli węgla w energetyce, to należy zapewnić narzędzia prawe by mogły być eksploatowane nowe złoża i powstawać nowe nowoczesne kopalnie wydobywające tanio węgiel, a energia z węgla może być dzięki temu nie tylko tania, ale i zielona. Są bowiem stosowne tanie technologie oczyszczania spalin.

Rozważamy jaki będzie w przyszłości mix energetyczny, a już na dzisiaj zaczyna nam brakować węgla energetycznego, a szczególnie dla odbiorcy indywidualnego.

Już dziś ten import węgla wynosi kilka milionów ton i byłby większy, gdyby nie polityczne zakazy importu przez przedsiębiorstwa państwowe oraz remont magistrali w Małaszewiczach i brak węglarek w Rosji z uwagi na manewry Zapad.

Już dziś zakłada się, że w roku 2020 na polskim rynku zabraknie 20 mln ton węgla, więc trzeba go będzie importować.

Sprowadzamy więc poprzez Rosję węgiel z Donbasu z „byłej Ukrainy” od separatystów, których politycznie negujemy. Sprowadzono też jeden statek z Kolumbii. Myśli się o imporcie z Kazachstanu. A nasze kopalnie zamiast stawiać nowe ściany wydobywcze, to dzielą zyski i wypłacają premie korzystając z chwilowego wzrostu cen węgla. A nie stawiają ich, bo nie mają za co i nie widzą perspektywy zwrotu kosztów tych inwestycji. Istnieje zagrożenie, że wydobycie spadnie gwałtownie, bo 45 na 62 koncesje wydobywcze kończy się w 2020 roku, czyli za 3 lata. Więc po co stawiać ściany wydobywcze. Z resztą one nie mają na to pieniędzy.

Nawet jeśli kopalnie zdołają przedłużyć koncesje, co jest procesem prawnie skomplikowanym i nawet jeśli ten proces zostanie ustawowo uproszczony, to złoża objęte tymi koncesjami za kilka lat się skończą. A nowych koncesji prawnie nie ma, bo kopalnie nie mają środków na poszukiwanie złoża albo nie myślą o przyszłości, zakładając że jakoś to będzie. Albo nie mogą ich uzyskać z uwagi na działania gmin, które blokują możliwości uzyskania tych koncesji przez zapisy planów miejscowych zakazujące eksploatacji złoża węgla. Bo Śląsk nie chce górnictwa i elektrowni. Wynika to z przyjętych przez wiele gmin i województw o strategii rozwoju. Oni chcą być Eko i nowatorscy. Marzą o przemyśle opartym na nowych i czystych technologiach, a nie o smrodzie z emisji i szkodach górniczych za które nikt nie chce uczciwie płacić. Czują się oszukani i wykorzystywani przez resztę kraju. Trzeba ten problem społeczny rozwiązać. Albo radykalnie zmienić mix rezygnując z własnego węgla. Idąc w ślad za opinią Polskiej Akademii Nauki zalecającą zwiększenie udziału kapitału prywatnego w energetyce należy jednoznacznie określić politykę państwa wobec udziału kapitału prywatnego, w tym zagranicznego w dziale gospodarki jaką jest energetyka szeroko rozumiana, począwszy od pozyskania surowców energetycznych, przez ich transport, wytwarzanie, przesył i dystrybucję. Jest to pilna potrzeba, bo nasza gospodarka (kopalnie, elektrownie) nie ma niezbędnych środków na inwestycje.

Dziś ta polityka nie jest czytelna tj. na pewno niezachęcająca do współpracy. Jest wiele sygnałów odstraszających kapitał prywatny od inwestowania w ten dział gospodarki. Przykładem jest gwałtowne wycofanie się koncernów gazowo naftowych z poszukiwań gazu łupkowego w Polsce po zmianie ustawy prawo geologiczne i górnicze, która zmieniła zasady biznesu na niekorzystne dla inwestorów. Wykonali oni po kilka odwiertów i się wycofali, nie szukając metod wydobycia dostosowanych do polskich warunków geologicznych. Bo gaz jest, tylko trzeba umieć go wydobyć, a na to potrzeba kilka lat prób i doświadczeń by opracować taką technologię. A na to nie dano im szansy.

Dowodem na złą atmosferę w obszarze pozyskiwania koncesji jest bardzo mało zdefiniowanych nowych złóż węgla i podmiotów ubiegających się o te koncesje, a szczególnie posiadających nowe koncesje.

Podstawowym pytaniem będącym skutkiem mixu energetycznego jest, ile będzie kosztować energia elektryczna, bo jej cena będzie stanowić o konkurencyjności naszej gospodarki.

Jest też pytanie skąd będą pochodzić środki finansowe na realizację mixu?

Każdy scenariusz mixu powinien pokazać bilans potrzebnych nakładów finansowych na jego realizację i ocenić realność ich pozyskania, bo może taniej jest kupić prąd od tych co mają nadwyżki (podobno Czesi i Francja oraz Białorusini, Ukraina, Rosja, a czasami Niemcy), niż budować własne źródła, ale ten wariant nie zapewni bezpieczeństwa energetycznego. Można się nim tylko wspierać. Do takiego wariantu trzeba też przygotować system energetyczny.

Komisja Europejska na wniosek Rady Europy miała stworzyć Priorytetowy Plan Energetycznych Połączeń Trans granicznych by podnieść bezpieczeństwo energetycznego systemu europejskiego, ale niewiele z tego wyszło. Czerpanie prądu ze wschodu ma też swoje ograniczenia prawno – systemowe i techniczne, a nasze obecne połączenia trans graniczne mają małą zdolność przesyłową.

Decydując o mixie trzeba też pamiętać, że dziś podjęte decyzje będą miały skutki na wiele lat.

Jeśli powstaną nowe bloki konwencjonalne to trzeba im zapewnić węgiel lub gaz, a to czy to będzie węgiel lub gaz zdecyduje o likwidacji wielu kopalni oraz stworzy problem zatrudnienia zwolnionych z pracy górników i tych przedsiębiorców, którzy branżę górniczą obsługiwali. Podobnie będzie, gdy powstanie duży blok jądrowy, a szczególnie jak powstaną dwa, bo wtedy na rynku zabraknie miejsca na rozwój energetyki konwencjonalnej, szczególnie węglowej.

Konkurencja między tymi dziedzinami energetyki może wyprzeć z rynku OZE, a co najmniej zablokować jego rozwój, bo OZE w istocie są drogie i bez dotacji nie są w stanie się utrzymać na rynku.

Polska znacznie subsydiowała OZE i obecnie jeszcze je subsydiuje, choć subsydia te spadły. Zakłada się, że na rok 2020 będzie to 5 mld rocznie, a na rok 2030 9 mld rocznie przy zakładanym obowiązku OZE w mixie 27% (ma wzrosnąć).

Mówi się, że powstają nowe efektywniejsze technologie OZE. Ale one są jeszcze bardzo drogie, tak jak i te obecne. Niektórzy zakładają, że efekt skali ich produkcji obniży cenę do wartości rynkowej opłacalności inwestycji. Ja w to wątpię, bo to co miało stanieć, to już staniało i o wiele więcej już stanieć nie może.

Wielu zakładało dynamiczny rozwój OZE w Polsce, szczególnie fotowoltaiki. Niestety skala montażu nowych instalacji OZE spada mimo dotacji. Świadczy o tym spadek zatrudnienia w tej branży o 15 tys. osób w ostatnich dwóch latach. Wszystko dlatego, że efekty ekonomiczne tych instalacji okazały się daleko mniejszej niż reklamowano. OZE stały się tylko modą i fanaberią, a nie biznesem. Po prostu w Polsce poza szczególnymi rejonami nie ma tyle słońca lub wiatru by to się opłacało.

W Polsce tylko w kilku miejscach, a szczególnie na Bałtyku wieje taki wiatr by wiatraki się opłacały bez dużych dotacji, ale trzeba pamiętać, że są to gorsze warunki niż mają Niemcy na Morzu Północnym. Dlatego zawsze będą mieli tańszy prąd z OZE niż w Polsce, a i tak go dotują.

Stworzono natomiast w Polsce taki system dotacji do OZE, że zaczęły one powstawać w miejscach tak absurdalnych, jak w Wielkopolsce, czy na Mazowszu, gdzie nie wieje, a teraz po wycofaniu - ograniczeniu skali dotacji te obiekty bankrutują. Dobrze, że przestano dopłacać gigantyczne pieniądze do tych zabawek. Szkoda, że tak późno.

Są tacy, co wieszczą, że klimat się ociepla z uwagi na emisje co2, metanu i innych gazów cieplarnianych przez działanie człowieka i że grozi nam z tego powodu katastrofa klimatyczna, więc trzeba ograniczać te emisje przez wzrost w mixie energetycznym produkcji energii z odnawialnych źródeł energii. Oni chcą by OZE stanowiły 100% mixu.

Są tacy, którzy mówią, że to bzdura i że wpływ człowieka na globalną skalę emisji co2 i innych gazów jest niewielki, bo większość to emisja naturalna z wulkanów i wszelkiego rodzaju rozkładu materii biologicznej tj. torfowisk, bagien, a szczególnie z wypalania lub pożarów lasów i pól. Twierdzą też, że zmiany klimatu to głównie wzrost aktywności słońca, który właśnie się kończy i wieszczą nadejście małej epoki lodowcowej.

Ja nie wiem co jest prawdą, ale wiem że zwraca się też uwagę, że ograniczanie przepisami emisji w Europie powoduje wypychanie z niej produkcji wysoko emisyjnych do innych krajów na świecie, co powoduje wzrost emisji, gdyż tam nie ma żadnych norm. Trzeba być świadomym, że Europa nie decyduje o ilości światowych emisji, a jest tylko jej ułamkiem.

Żeby zrealizować mix energetyczny należy przygotować stosowny system wsparcia/ zachęt dla rozwoju danego działu energetyki, szczególnie w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i wypełnienia dyrektyw UE.

Ale to powinno być wsparcie, a nie dopłata do 1 MW/h znacznie przekraczająca cenę rynkową prądu, czasem nawet dwukrotnie.

Trzeba zacząć od małego wsparcia i je ewentualnie powiększać w zależności od reakcji rynku, a nie zaczynać od dużego wsparcia sztucznie inicjującego rozwój branży, a potem wsparcie gwałtowanie ograniczyć z uwagi na jego absurdalność, doprowadzając do bankructwa branży. Tak stało się u nas.

Należy też zauważyć, że względy społeczne co do kierunków wsparcia celem rozwoju energetyki bywają elementem trendu modowego i często rozmijają się z realiami ekonomicznymi, więc zachodzi pytanie, czy i w jakim zakresie powinny decydować o mixie energetycznym?

Myśląc o dopuszczeniu kapitału zewnętrznego do energetyki trzeba przygotować przepisy na okoliczność możliwości przejęcia przedsiębiorstw energetycznych w przymusowy zarząd państwowy na okoliczność zdarzeń nadzwyczajnych/ kryzysowych. Na dziś nie ma takiego systemu. Więc prywatny przedsiębiorca może wyłączyć elektrownię, zlikwidować przesył, zamknąć kopalnię, odmówić transportu itp. itd., a kary za takie działanie są śmiesznie niskie w stosunku do skutków społeczno ekonomicznych i środowiskowych takiego działania.

Powyższe przepisy są szczególnie niezbędne w związku z ewentualnymi przejęciami przedsiębiorstw z branży energetycznej przez kapitał polityczny państw nam nieprzyjaznych. Ale nie należy tworzyć przepisów by zmuszać inwestorów do zakładania spółek ze Skarbem Państwa, bo to jest chore rozwiązanie.

W czasie debat o mixie energetycznym pada pytanie, czy budować bezpieczeństwo energetyczne od góry (poprzez działania państwa), czy od dołu przez działania samorządowe i obywatelskie?

Pytanie jest błędne, ponieważ trzeba to czynić równolegle. Państwo musi inwestować w podstawową strukturę bezpieczeństwa energetycznego kraju i umożliwiać oddolne działania związane z dywersyfikacją źródeł energii np. typu prosument, klastry, spółdzielnie energetyczne itp. działania.

Stare powiedzenie mówi „szukaj tam gdzie zgubiłeś”.

Zalecam więc by skupić się na efektywności energetycznej w budownictwie i procesach technologicznych, bo to najtańsze oszczędzanie.

Ponad 70% budynków w Polsce jest marnie ocieplona. Przyczyną jest bieda. 70% kotłów w Polsce jest na węgiel. Przyczyną też jest bieda i spala się tam różne rzeczy, stąd smog.

By zmienić ten stan nie wystarczy podwyższać normy na ocieplenie budynków, czy na emisję co2 z kotłów. Trzeba po prostu pomóc ludziom wyjść z biedy i nie sprzedawać na składach marnego węgla. Potrzebne są więc nowe kopalnie wydobywające „czysty” węgiel. Mamy takie złoża, ale są nieeksploatowane, bo nie wydano na nie koncesji z różnych powodów, w tym wyżej opisanych.

Ale są też granice kosztów tej efektywności, szczególnie przy termomodernizacji. Na dziś budowa domu pasywnego jest nieekonomiczna, mimo dotacji. Wiele systemów termo modernizacyjnych zwraca się po zbyt wielu latach by to się opłacało. Być może wkrótce rynek to ureguluje, gdy wzrośnie cena energii, a szczególnie prądu, której wzrost dziś jest ograniczony ze względów społecznych. Paradoksalnie przez to że prąd jest tani, a węgiel i gaz drogi nie opłaca się budować nowoczesnych elektrowni. Prądu więc zacznie wkrótce brakować, bo jego zużycie rośnie, a stare elektrownie będą wyłączane, bo nie spełniają norm emisyjnych i będzie musiała wzrosnąć cena prądu według zasady podaż i popyt. Wtedy będzie się opłacało oszczędzać prąd, a zatem i termo modernizować. Tak działa niewidzialna ręka rynku, która z czasem naprawia błędy polityków.

Obawiam się, że nie będzie też prądu dla realizacji polityki elektro mobilności, bo realizacja programu 1 miliona samochodów elektrycznych wymaga od 5 do 8 GW energii elektrycznej tj. 25-30% całej energii produkowanej w Polsce.

A my takich rezerw energetycznych nie mamy, nawet w nocy. Nie dawno był w naszej gospodarce 20 stopień zasilania i były wyłączane linie produkcyjne z powodu jego braku. A przecież myślimy o rozwoju kraju, zwiększeniu produkcji oraz eksportu i konsumpcji.

Ponadto samochody elektryczne są jeszcze zbyt kosztowne dla Polaków.

Chcemy przyciągnąć inwestorów z zachodu, ale to się wiąże ze wzrostem zużycia energii, a tej zaczyna brakować, bo politycy ciągle debatują jak ma być mix energetyczny, co wstrzymuje inwestycje w energetyce. Poprzedni rząd debatował 3-4 lata, a obecny już blisko 2 lata. Rozstrzygając o mixie energetycznym proszę by politycy zrobili rachunek ciągniony kosztów z uwzględnieniem kosztów społecznych i by ich wynikiem była akceptowalna rynkowo cena prądu. Ale najważniejsze jest bezpieczeństwo, nawet jeśli będzie kosztować, bo to element niepodległości szeroko rozumianej.

Na koniec pragnę oświadczyć, że polskie górnictwo może być konkurencyjne cenowo, bo jest możliwe wydobywanie węgla energetycznego poniżej 220 zł/tonę, co pozwala na tanie zaopatrzenie energetyki, a skutkiem tego może być tani prąd. Ale trzeba pozwolić by mogły powstawać nowe i nowoczesne kopalnie, szczególnie z kapitałem prywatnym, bo znakomita większość obecnych kopalni nie jest w stanie wydobywać tanio i konkurować z rynkiem światowym i nie wynika to z organizacji pracy, tylko z warunków geologicznych. Fedrują głęboko stąd nieekonomicznie (drogo).

Obecna podwyżka cen węgla jest chwilowa tj. do czasu jak zostanie wznowione wydobycie węgla w Australii, a jak ceny spadną, to nasze kopalnie zbankrutują z dnia na dzień.

Na rynek światowy trafi też za chwilę węgiel z Indonezji, gdzie odkryto poważne złoża. Pamiętajmy też o wzroście wydobycia Kolumbii i RPA i Stanów Zjednoczonych. Nie jesteśmy pępkiem świata. Nie jest nim też Europa samotnie walcząca z węglem i klimatem.

Jej polityka klimatyczna ma nikłe znaczenie dla ochrony klimatu na świecie i powoduje głównie wypychanie z Europy technologii emisyjnych z uwagi na kary i normy do innych krajów, gdzie są bardzo liberalne normy ochrony środowiska, co skutkuje jeszcze większymi emisjami w skali globalnej.

Wiele krajów np. USA i Australia odstępują od OZE lub je ograniczają przez wycofanie dotacji, bo okazało się że przez OZE wzrosło zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w sytuacji braku słońca lub wiatru oraz że ceny energii wzrosły o 60%.

Z detalicznymi cenami energii zaczynają też mieć problemy Niemcy. To skutek kosztów prądu z OZE, który w ich mixie stanowi 32%. Już ponad 0,5 mln domostw zalega z opłatami powyżej 3 miesięcy, a ponad 300 tysięcy domostw ma odcięty prąd za niepłacenie rachunków.

Przedsiębiorcy likwidują produkcję i przenoszą ją tam, gdzie jest taniej, bo cena prądu w Niemczech jest o 47,3% wyższa od średniej europejskiej. Niemcy w cenie prądu płacą dodatkowo podatek na OZE w wysokości ok. 30 groszy od jednej kilowatogodziny, co stanowi 20% ceny prądu.

Jeśli my też zwiększymy w mixie udział OZE, to też będziemy musieli więcej dopłacić do ceny prądu. A więc z czego prąd? Z węgla, gazu, OZE, czy atomu? Na decyzje polityków o mixie wpływają nie tylko rachunki ekonomiczne, a określone lobby.

Presję na wyparcie węgla z Europy wywiera sektor gazowy głównie Statoil i Gazprom, bo chcą zwiększyć rynek zbytu. Po to się buduje Nord Steram 1 i 2. Chodzi o przychody rzędu 100mld euro rocznie oraz dochody z przebudowy elektrowni na gaz.

Wydaje się, że modernizacja istniejących elektrowni węglowych w celu przystosowania ich do wymogów polityki klimatycznej byłaby tańsza i bezpieczniejsza dla kraju niż przebudowa na gazowe. Ale Unia Europejska chce narzucić normę emisji na poziomie 550g/kWh, co będzie niewykonalne. Realny poziom to 750g/kWh.

Tak modernizują nam elektrownie Japończycy. Spełnienie normy 550g/kWh nastąpi, gdy wszystkie elektrownie zburzymy i wybudujemy nowe. Tylko kto za to zapłaci. To jest możliwe dopiero za 20-30 lat, jak obecne elektrownie się zużyją, co uwzględniam w swoim mixie energetycznym.

Ja nie gloryfikuję węgla. Ja nie neguję też OZE, gazu, czy energetyki jądrowej. Każda bowiem z technologii ma swoje wady i zalety, więc może znaleźć zastosowanie na rynku w stosownym miejscu i czasie oraz skali przy założeniu wyboru pod względem najwyższej efektywności gospodarczej i społecznej oraz wymogu spełnienia norm UE, a nie mody.

Skoro mamy zmniejszyć bilans krajowy emisji, to może warto przeliczyć, czy nie taniej jest modernizować elektrownie zamiast budować jądrówkę, która oczywiście najwięcej obniży średnią emisję w kraju, ale jest kosztowna. Są tacy, którzy mogą policzyć to wszystko, o czym piszę i trzeba z tej wiedzy skorzystać.

O strukturze mixu zadecyduje nie tylko rynek surowców, ale nowe technologie, szczególnie system generacji rozproszonej. Taniej i bezpiecznej.

Będą nimi wspomniane mikro elektrownie jądrowe, domowe ogniwa paliwowe oraz mikro elektrociepłownie na gaz, w tym wykorzystujące lokalne źródła gazu nienadające się do usieciowienia, a jest ich w Polsce wiele i są niewykorzystywane. System może być wsparty przez OZE, szczególnie na biomasę. Te źródła mogą stworzyć system zarządzany zdalnie, który będzie można nazwać wirtualną elektrownią. Ale powstanie takiego systemu w dużej mierze zależy od regulacji prawnych. Dziś polski system prawny jest „wrogi” takim rozwiązaniom, choć takie są już w Europie, szczególnie w Danii i Holandii i zajmują znaczną część rynku.

Na dziś najbardziej mnie nurtuje pytanie, o ile wzrosną bieżące ceny ciepła i prądu z powodów wzrostu cen węgla z uwagi na jego brak oraz skąd weźmiemy te 15 mln ton węgla dla budowanych nowych elektrowni? To paradoks, że mamy największe w Europie złoża węgla i nie umiemy ich sensownie wydobyć, a rzekomo jesteśmy potęgą węglową.

Ustalając mix energetyczny nie należy ślepo patrzeć na mix w krajach ościennych i dalszych, bo energetyka każdego kraju ma swoje indywidualne uwarunkowania związane z zasobami, położeniem i sąsiedztwem, ale trzeba analizować doświadczenia sąsiadów.

Pamiętajmy też, że mix będzie ewaluował zgodnie ze spiralną trajektorią postępu. Panta rhei!

Odpowiadając na pytanie debaty „Jaki będzie/powinien być mix energetyczny?” stawiam na następująca tezę:

 

Obecnie

Rok 2030

Rok 2050

Energia z węgla

80%

70%

40%

Energia z gazu

7%

10%

15%

Energia jądrowa

0%

0%

20%

Energia z OZE

13%

20%

25%

Inne

0%

0%

0%

PS. Podobno w polskich kopalniach można już kupić węgiel importowany, bo jest tańszy niż nasz własny i lepszy (czystszy), więc kopalnie go mieszają z polskim by spełnić normy zanieczyszczeń przy jego spalaniu, bo inaczej ciepłownie nie chcą naszego węgla kupić i wolą rosyjsko/ukraiński.


Mgr inż. Bogdan Żmijewski, członek byłej Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej kierowanej przez prof. Jerzego Buzka i prof. Krzysztofa Żmijewskiego

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.